Troszkę (nie-)codzienności było w ostatnim czasie. Postaram się jak najsprawniej opisać, co mnie zaskoczyło w świecie.
Część z tych zdarzeń wiąże się z dziećmi. Chyba studia, jakie skończyłam sprawiają,że mimo iż te istoty zdecydowanie mniej odstają od ziemi, to bardziej je widzę:)
W jednym z marketów chłopiec ok. 4lat chciał wziąć od swojej mamy siatkę z zakupami, ona jednak mu nie pozwoliłam. Pomyślałam wtedy o tym,że często nie pozwala się małemu chłopakowi na bycie mężczyzną. Później następuje wielkie zdziwienie,że młodzi chłopcy są źle wychowani. Pozwólmy im być mężczyznami od urodzenia! to jest ich i nie mamy prawa jako obecne, czy przyszłe matki im tego odmawiać.
Druga rzecz związana jest ze zdziwieniem nad różnicami kulturowymi. Ormianka (chyba) podeszła do kasy z synem. Maluch chcąc pomóc wykładać rzeczy przez przypadek wyrzucił z siatki bułki. Mama grzmotnęła go po twarzy i wyjmowała dalej zakupy na taśmie. Na twarzy malca nie było cienia zdziwienia, zaskoczenia, czy bólu. tylko przestał pomagać. Nie chcę i nie umiem tego ocenić, ponieważ za mocno mam na nosie okulary naszej mentalności, kultury... ciekawy jeszcze był motyw przy płaceniu, kiedy to mama bez cienia skrępowania wyjęła gotówkę ze stanika :). zastanawiałam się, co zrobi jak dodanie bilon???otóż włożyła go również do stanika! byłam mega ciekawa jego konstrukcji!
Kolejna rzecz to moja wycieczka na sobotnie rowerowanie. Nie da się chyba tego opisać, bo zachwyt i zdziwienie i piękno były pomiędzy sekundami, które mijały. Jadąc rowerem fragmentami towarzyszyła mi muzyka Vivaldiego, Dżemu, czy Amelii granej na akordeonie. Wszystko grane przez ulicznych muzyków na deptakach raczej z pasji, niż palącej potrzeby zarobienia... tłumy ludzi w kawiarenkach żywo rozmawiających pewnie o wszystkim...Słońce. Pierwszy raz w krótkim rękawku. Kolejki po lody. Przypadkowo natknęłam się na występy motorowe. Rewelacja-pasja. To wszystko osnuło ten czas jakąś magią, dobrem. Wysunęło mnie troszkę poza granice tego, czego doświadczałam i pozwoliło wdychać to z zewnątrz.
Inna rzecz to telefon od jednej z moich podopiecznych. Aaa by wyjaśnić-pracuję w czymś na wzór przedszkola ogólnie mówiąc:) zadzwoniła, by powiedzieć,że jest chora i do przedszkola przyjdzie dopiero za tydzień i że bardzo jej przykro z tego powodu. Było to dla mnie szczególnie miłe, bo poczułam się doceniona. To niezwykła, że trzyletnia istotka chciała zadzwonić do Pani, by powiedzieć co się dzieje...
skoro już powiedziałam, co robię to wrzucę zdjęcia dzieł moich artystów, bo ich samych raczej nie mogę....
Powiem na koniec o jednej z najpiękniejszych rzeczy, jakie są teraz za oknem.
idziesz, jedziesz rowerem, a co chwilę czujesz ogarniający cię zapach mirabelek...przecudne...a gdy jeszcze delikatnie kropi deszcz i czujesz ziemię...czy można mieć wątpliwości,że to wszystko jest dobre i jest w tym Dobro???
Ps. i podsłuchany kawałek życia:
(jedzie Mama z synem autobusem. Chłopiec max. 3lata)
Syn: Wiesz mam zagadkę, mam świetną zagadkę dla siebie. idę, idę z tatą po drodze i spotkałem żabę...rozjechaną żabę!!!i co Ty mi na to powiesz???
Mama: ...