wtorek, 24 lipca 2012

ieri, oggi e domani

Cichy dzień, wszyscy (prawie) pojechali do Rzymu. Jest tego pozytyw. Otóż wyciągnęłam dzieci na spacer i kiedy wreszcie przestały kaprysić zobaczyły, że na plaży leżą piękne muszle i zaczęły je zbierać. Dziewczynka, która robił z siebie gwiazdę przekonała się, że można porozmawiać z kimś innym, niż 1 przyjaciółką, a chłopiec który był cichy i skryty okazał się młodzieńcem z pasją i konkretnymi planami na przyszłość. Ostatni pozytyw-dostaliśmy dobre jedzenie, bo to co było do tej pory to masarnia...
Wczoraj byliśmy w Wenecji. Byłam tam kiedyś, kiedyś ze znajomymi. Kiedy teraz spacerowałam po tych uliczkach, wszystko do mnie wracało. Miejsca, zapachy, uczucia, konkretne obrazy, rozmowy. Niesamowite było, to z jaką siłą odczułam to wszystko. Bardzo realnie, nie za jakąś mgłą, odczuwałam tak samo mocno, tylko w poczuciu dużej tęsknoty. Pomyślałam, że tak może wygląda wieczność. To znaczy tak wygląda, jak ja czułam. Dziś i wczoraj nie miały między sobą różnicy. Były razem a jutro tak naprawdę nie istniało.Z drugiej strony, gdyby tak dodać tą tęsknotę to może tak czeka się na wieczność? Szkoda, że językiem nie można oddać, tego co by się naprawdę chciało.

sobota, 21 lipca 2012

ospedale/hospitale

Kolejny dzień. (nie-) codziennie trudny. Po pierwsze nie wszystkie  dzieci jadą na wycieczkę do Rzymu i na mnie padło, że zostaję z resztą...tak mi było przykro...jakie ma mieć to  znaczenie? Czego ma mnie to nauczyć?
po drugie dostałam uczulenia...i to takiego, że szok. Byłam w punkcie przyjęć, ale było zamknięte. Jutro szpital. Dodatkowo pada deszcz i są burze. To nie takie miały być te Włochy...



smuteczek...też potrzebny...

piątek, 20 lipca 2012

buon giorno/come stai

Kolejne kolonie, tym razem Rimini. Jest gorąco, jest tu pięknie. Dziś załapałam się na tym, jak kobiety łase są na komplementy... miło jest słyszeć na ulicy: "belissima", "Parigi", czy zauważać wodzące za sobą spojrzenia mężczyzn...eh..ale po co to? na co, dla czego, czy w imieęczego się stroić? pytanie otwarte.
Dziś na plaży kolejny raz zrozumiałam, że świat jest tak nieogarnięcie piękny, zachwycający, że jego stworzenie nie mogło być dziełem przypadku. Kocham morze. Kocham i koniec.



Ostatnio przypomniała mi  się pewna refleksja na temat ciem. Tak, tak na temat ciem. Obserwowałam je pewnej nocy i nie mogłam pojąć absurdalności tych stworzonek. Żyją nocą, w ciemności, nie za dnia, bo nie lubią światła. Dlaczego więc z ciemności w której  żyją chcą się wydostać i lecą do zapalonych świateł?Absurdalne jest ich życie, a może nie? nie wiem. Myślę jednak, że na pewno są też tacy ludzie.

głupie góry, głupie nogi, głupie...

Otóż jestem z dziećmi na koloniach i dzieją się rzeczy przeróżne...dzieci rozbijają głowy, ktoś kradnie zasilacz od rutera i inne rzeczy, spadają z huśtawek, skręcają nogi, czy skaczą ze skarp, bo jak złamią nogi to "nie będą musiały chodzić po górach".
Trudne te kolonie, ale za to zadziwiają mnie pomysły dzieci... np. rzucają się na jedzenie, jak wygłodzone hieny...nie myją się, bo: "Proszę Pani, ja kiedyś wytrzymałem tak, że aż zacząłem czuć od siebie...", albo "Proszę Pani, jak kiedyś dałem radę 3tygodnie się nie myć..."Akcja z myciem była nawet taka,że wchodzili do łazienki odkręcali wodę, a po chwili wychylając się z łazienki słyszę hasło: "Co poszła już?",ale klops nie poszła i trzeba było się umyć...
A inne coś co mnie zachwyciło to tematy nad jakimi dzieci potrafią dyskutować...o nieskończoności.
Coś więcej. Idę sobie schodkami do góry i nagle czuję zapach-taki jaki był w kuchni, kiedy moja Babcia robiła ogórki...identyczny. Stałam i byłam przez chwilę tam...Jak zachować zapachy dzieciństwa?

Dziś również wydarzyło się coś ciekawego. Wraca do mnie taka myśl, że chciałabym być Królewną Śnieżką. Wzięło to się stąd,że jako dziecko czytałam taką wersję tej bajki, gdzie Śnieżka przyjaźniła się ze zwierzętami. Ptaszki i motylki siadały jej na ręce. Taka myśl przyszła też wczoraj. Dziś na wycieczce przyleciał do mnie motyl. usiadł na sznurówce, potem na rękę. Gdy go zdmuchnęłam wrócił i usiał mi na ramię, później znów na rękę. Kiedy tak natrętnie wracał to pomyślałam,że może to Duch Święty...może dewocja, ale zrobiło mi się ciepło. No i jak to dzieci powiedziały "Chyba Panią lubi". Ja Go też.

Kolonie się już skończyły...ufff...wszyscy żyją...

piątek, 15 czerwca 2012

monotonia

Od dobrych kilku dni pogoda jest nietypowa (by nie mówić obrzydliwa) dla pory roku jaką mamy. Nie wiem, jak to wpływa generalnie na innych, ale moje synapsy i  wszelkiego rodzaju receptory odbierające świat są delikatnie śnięte.
Z drugiej strony taka aura sprawia, że sięga się częściej po coś takiego jak np. książka, czy pędzel. Chyba mocno przyzwyczailiśmy się do tego, że sztuka, twórczość jest na wyciągnięcie ręki a jest to bardzo niezwykłe. Czytając jakiś reportaż ostatnio, pomyślałam o tym, jak bardzo książki rozwijają wyobraźnię, wyostrzają wzrok, chyba czynią człowieka szlachetniejszym...



Inna rzecz na, którą zwróciłam uwagę to smutek i pragnienia. Pomyślałam o tym, dzięki koleżance która jest w ciąży. To bardzo bliska mi osoba a ja jej jeszcze bardziej, przez co czuję jakbym trochę z nią chodziła w tej ciąży. Czytam, co dokładnie w jakim dniu, oglądam łóżeczka itp., a ona ekspresowo zdaje mi relacje z tego, co się dzieje: a to pierwsze kopnięcie, a to nowy zakup dla małego itd. Ona bardzo chciałaby wziąć ślub, lecz jej chłopak nie. W tym kontekście pomyślałam o smutku. Myślę, że to taki dobry twór, który jeśli podążamy za nim wskazuje na pustki w naszym sercu. Takie pustki, które póki co nie mają perspektyw na zapełnienie. Taki smutek jest dobry chyba, bo sprawia, że nasze pragnienia są jakby nagie...no i trochę bolą.
Może wzór smutku to: 99% pustki?

Na koniec coś z innej beczki-tej przedszkolnej. Jakoś ostatnio nie mam cierpliwości do tych maluchów, ale one chyba to podświadomie wyczuwają, bo ciut mniej rozrabiają i mają ostrą fazę na przytulanie. Szczytem było, kiedy podczas czytania jedno dziecko wzięło mnie pod rękę i się przytuliło. Wywołało to tulącą lawinę. Dzieci przytuliły się nawet do moich nóg. Niestety czytanie wówczas stało się dość trudne, dlatego malce powróciły na poduchy.Mimo ulewy za oknem uśmiechnęłam się na to bardzo szczerze (choć miałam pewne obawy, czy któreś z nich nie wpadnie na pomysł, by np. ugryźć mnie w nogę;) ).
Jeszcze tylko słowo o Euro. Troszkę dziwię się,że tak ten euronastrój mi się udzielił. Flaga Polski i godło wydają mi się piękniejsze a hymn brzmi wznioślej niż kiedykolwiek. Też wzrosła we mnie potrzeba wychowania patriotycznego, dlatego moje przedszkolaki uczą się hymnu, tego jak wygląda flaga i godło Polski. bardzo żałuje, że nie mogę umieścić tu filmiku z tego, jak śpiewają. Uwierzcie urocze. Za to kilka dialogów prosto z przedszkolnego dywanika.

-Dzieci zbudowały z klocków kwadrat, który imitował budę. Jedna z dziewczynek weszła do środka i udawała psa. Na to druga:
*Ej, czekaj, zbuduję Ci tu taką choinkę, byś mogła sikać...

-Jedno z dzieci chce dołączyć do zabawy. Na to bawiące się dziecko:
*Nie będę się z Tobą bawić!!! Więc proszę się stąd oddalić!!!

-Podczas budowy z klocków.
*Kochanie nie musisz tego robić. Naprawdę Kochanie nie musisz.
-Musi być grubsze (wieża)
*Mogę Ci Kochanie pomóc?
-Tak
*Dziękuję Kochanie, jesteś po prostu wspaniała!

-Dalej budowanie z kloców. Podchodzi do mnie 2,5 letni chłopiec z obślinionymi na potęgę klockami.
*Masz Maleńka. To dla Ciebie tort.

Ps. z (nie-)codzienności to jeszcze to, że za bardzo krótki czas się starzeję. Jakoś nigdy do urodzin nie pasowały mi fajerwerki. Ciekawe, czy jest jakiś prawidłowy sposób świętowania i co mieści się w widełkach normy, gdy chodzi o  reakcje i uczucia urodzinowe...
pss. pomyślałam, że jak do tzw. kupy złoży się te drobne (nie-)codzienności to może wyjdzie nam coś na wzór szczęścia?


piątek, 8 czerwca 2012

Euro

Dziś zaczęło się Euro. Pierwszy mecz z Grekami za nami z wynikiem 1:1. Nie całkiem tak miało być...
Chciałam jednak o czymś innym napisać. Bardzo pozytywne uczucia budzą we mnie wszelki objawy kibicowania naszej drużynie. Moim zdaniem to też wyraz patriotyzmu. Dobrze jest się nie wstydzić białego i czerwonego. Jak racją jest, że na pewno nie jest w naszej ojczyźnie idealnie, to czy gdzieś jest?
Mocno marszczyło mi się dziś czoło na negatywne zdania, opinie na temat polskiej drużyny a w dalszej kolejności Polski. Może warto pokusić się drodzy obywatele o trochę trudu w celu dostrzeżenia tego, co dobre i piękne w naszym kraju? Czy przechodzi tym osobom przez myśl, że to dzięki temu krajowi a nie jakiemuś tam są tacy a nie inni? Ja mam nadzieję wychować moje (przyszłe :) ) dzieci w miłości do Ojczyzny, a już na pewno w szacunku do niej i postaram się wychować je tak, by umiały obiektywnie oceniać i argumentować. Ot taki nerw na dekadentyzm, maruderstwo, które spotykamy na zbyt wielu rogach naszego życia...

czwartek, 7 czerwca 2012

płynie

Właściwie to nic się nie wydarzyło, co wstrząsnęło ziemią. Ani tą po której chodzę, ani ziemią mojego umysłu, czy serca. Każdy dzień płynie, niezauważalnie jeden przechodzi w drugi. Dziwie się, że tak je postrzegam ponieważ można powiedzieć, że sporo się jednak działo. Byłam u mojej przyjaciółki i poznałam znów kawałek Jej świata, Jej. Przestrzenie bardzo inne od moich. Obrazki, które przyszły mi na myśl odnośnie różnic między nami. Uczy mnie to wszystko kochać.


















Z tą podróżą na północ wiąże się dość śmieszna sytuacja.
Na Wschodniej miałam 4 minutki na przesiadkę. Wybiegam i szukam info o peronie z którego mam dalszy pociąg. Przeczytałam, że nr 4. Gonię, gonię i jak dotarłam to coś mi nie pasowało i pytam kolesia z pociągu: "przepraszam, czy to pociąg do Lublina?" odp. "nie z Lublina". No to z prędkością wiatru sprawdzam z którego jest do Lublina. Wreszcie dotarłam, pociąg do Lublina stał na torze. Jak się do niego pakowałam oświeciło mnie, że ja przecież z Lublina wyjechałam i jadę teraz do Gdańska...
Takie sytuacje bezpośrednio doświadczane są dość irytujące, ale ostatnio doszłam do wniosku, że są ważną częścią mnie i o dziwo uznaję ją za pozytywną.




Ok dość prywaty.
Ostatnio wróciła do mnie myśl o tym, czy zostawiać tu tylko pozytywne ślady. Dalej jestem za tym, lecz z małą modyfikacją. Zdążają się w otoczeniu sytuacje tragiczne, ale tak tragiczne, że aż śmieszne. Takie będę opisywać. Nie wiem, czy to jest zrozumiałe, ale może dzisiejszy debiut rozjaśni sprawę.
dziękuję autorowi i dostawcy foty:)
Jedna na koniec sprawa. Pomyślałam, że nasz stosunek do codzienności kształtują rodzące, pielęgnowane, czy umierające w nas pragnienia. Są troszkę czymś w nas niezależnie bytującym, ponieważ bez względu na naszą świadomości ich istnienia i tak działają, choć z różną mocą. Dlatego pomyślałam, że trzeba pomóc wzrastać wrażliwości umysłu, serca. Tak by były coraz zdolniejsze na ich dostrzeganie. Nie tylko pragnień, które odnoszą się do nas samych, ale też pragnień, które kierujemy w stronę drugiego człowieka. Wydaje mi się, ze dzięki trosce o własne pragnienia, pokochamy bardziej siebie. To spowoduje, że bardziej będziemy chcieli dobra dla drugiego człowieka. Będą się nam otwierać oczy, dzięki temu, że zapragniemy dobra dla niego. Tak bez powodu, albo raczej pomimo wielu powodów.
Z myśli tych wyłonił się pomysł natury praktycznej, by te pragnienia zwyczajnie zapisywać. Przeczytać może za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Samemu, a może z kimś i pomyśleć o nich w nowej już rzeczywistości.

Ps. przypomniała mi się jedna sytuacja, która wydała mi się niezwykła- była niezwykła. Uświadomiła mi to, jak bardzo kocham być w drodze...tam się czuje najlepiej...
Bardzo wczesnym rankiem wyruszałam pociągiem. Oczywiście zaspałam, więc wyruszyłam bez śniadania i jakiegoś ciepłego picia. Gdy dotarłam bardzooo chciało mi się herbaty (nie kawy?!). Zakupiłam największą w Mc'Donaldzie:). Była pyszna, powietrze rześkie i wszystko jakieś takie (nie-) codzienne. To właśnie ona pita na peronie wlała we mnie te wszystkie myśli...
Ps 2 Dziś na Eucharystii zwróciłam uwagę na dzieci, które goniły za księdzem, by wrzucić drobne  na tacę. Później wracały zawstydzone, ale z wyrazem tryumfu i dumy na twarzy. A jeśli jeszcze ksiądz pogłaskał je po głowie to już szczyt szczęścia. Chyba wszystkie oczy uśmiechały się na ten widok...

piątek, 25 maja 2012

przyjacielsko

     Dawno mnie nie było. Powody zasadniczo są dwa: miałam fulllll roboty, a po drugie nie miałam motywacji. Przez to umknęło mi wiele drobnych rzeczy, dzięki którym każdy dzień jest JEDYNY.
Zastanawiam się, czy dołączać tu te momenty, które są trudne w naszej codzienności...takie które powodują, jak to się mówi "smuteczek". Na pewno są one równie ważną częścią każdego dnia, ale może pozostawić ten blog w klimacie pozytywnym...nie wiem, temat otwarty...
     Ostatnio mój przyjaciel mnie zachwycił, znów zachwycił :) Pomyślałam wtedy o tym, jak piękna jest taka relacja.
Przyjaźń jest czymś, co moim zdaniem przenika codzienność. Nawet jeśli nie rozmawiamy ze sobą każdego dnia, to ona jest i przemienia nasz świat, nas. Bywa,ze nie rozmawia się tydzień, dwa a później odbiera się telefon i nic... jesteśmy w tym samym miejscu, dla siebie z uśmiechem i troską. Myślę,że w przyjaźni myśli zbiegają się gdzieś daleko, ale też tak że czujemy tą bliskość...może zbiegają się w Bogu...i On za pomocą tych myśli, jakby linek, których jest z każdym dobrem, rozmową więcej pociąga ku sobie? Im więcej linek, tym silniejszy powstaje sznur...
Kolejny raz zrozumiałam,że przyjaźń jest możliwa, choć też trudna....

     Ostatnia myśl o tym: myślę, iż przyjaźń jest dowodem na istnienie Boga, człowiek nie byłby w stanie sam z siebie wygenerować takiej rzeczywistości... ok koniec pobożności ;)
Z nowości, których się nauczyłam zawodowo, to to jak reagować na otrzymywane prezenty. (Tu znów dziękuję mojemu przyjacielowi :) ) Bardzo niezręcznie czułam się, gdy coś tam rodzice przynosili, wstydziłam się. Teraz uczę się to przyjmować z wdzięcznością. Rozumiem, że nie przyjmując zrobiłabym im przykrość. Jeśli to możliwe będę dzielić się tym, co dostaję z dzieciakami. jestem tam w końcu dla nich.

Ps. pomyślałam o tym, że przyjaźń jest prezentem i to tak drogocennym, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie, ani tym bardziej opisać jak bardzo... chyba dlatego też tak trudna ją czasami przyjąć... za taki prezent nigdy nie będziemy w stanie się odwdzięczyć.

piątek, 27 kwietnia 2012

cołg

Zbliża się,a właściwie zaczął się dłuuugi weekend. Ciekawa jestem, co się wydarzy w jego trakcie. Krótko dziś, co by nie wyjść z wprawy (tak naprawdę nie nie wyszłam jeszcze w tą "wprawę").
Myślę, że często nie zauważamy drobnych rzeczy, umykają nam. Stajemy się głuszcami i ślepcami. ślepcami, bo tracimy umiejętność dostrzegania, tego iż np. dziś właśnie pierwszy raz założyło się krótki rękaw, buty bez palców, czy pierwszy raz się opalało. Takie przykłady, bo właśnie tak pierwszorazowy był dla mnie ten dzień.
Co do bycia głuszcami to, chyba gorsze jest od pierwszego. Czasami oczywiście dobrze być takim kimś, bo nie słyszy się tego, co boli, trudne, czy zwyczajnie głupie. Niestety wydaje mi się, iż częściej stajemy się głuszczami, gdy ktoś nam mówi, że nas kocha...
Z (nie-)codzienności. Czy udało Wam się kiedyś wyjść na rower i go zapomnieć???ja właśnie tak ostatnio zrobiłam...na szczęście dość szybko się otrząsnęłam...zdecydowanie szybciej, niż pewnego pięknego dnia, kiedy wyszłam z pracy w kapciach... byłam już na tyle daleko, że postanowiłam w nich dotrzeć do domu. Dobrze, że za kapcie mi robią trampki...choć dość obwiesiowe...


Na koniec scenka z pracy. Oglądamy z dziećmi książeczkę z różnymi pojazdami. Poznajemy ich nazwy, to do czego służą itd. Natrafiliśmy na czołg.
-Czy wiecie co to za pojazd?
*Eee...no...no to cołg
-Tak, bardzo ładnie to jest czołg. A kto wie, do czego służy czołg?
 *(po długiej ciszy) Eee...no jak...do cołgania!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Troszkę (nie-)codzienności było w ostatnim czasie. Postaram się jak najsprawniej opisać, co mnie zaskoczyło w świecie.
Część z tych zdarzeń wiąże się z dziećmi. Chyba studia, jakie skończyłam sprawiają,że mimo iż te istoty zdecydowanie mniej odstają od ziemi, to bardziej je widzę:)
W jednym z marketów chłopiec ok. 4lat chciał wziąć od swojej mamy siatkę z zakupami, ona jednak mu nie pozwoliłam. Pomyślałam wtedy o tym,że często nie pozwala się małemu chłopakowi na bycie mężczyzną. Później następuje wielkie zdziwienie,że młodzi chłopcy są źle wychowani. Pozwólmy im być mężczyznami od urodzenia! to jest ich i nie mamy prawa jako obecne, czy przyszłe matki im tego odmawiać.
Druga rzecz związana jest ze zdziwieniem nad różnicami kulturowymi. Ormianka (chyba) podeszła do kasy z synem. Maluch chcąc pomóc wykładać rzeczy przez przypadek wyrzucił z siatki bułki. Mama grzmotnęła go po twarzy i wyjmowała dalej zakupy na taśmie. Na twarzy malca nie było cienia zdziwienia, zaskoczenia, czy bólu. tylko przestał pomagać. Nie chcę i nie umiem tego ocenić, ponieważ za mocno mam na nosie okulary naszej mentalności, kultury... ciekawy jeszcze był motyw przy płaceniu, kiedy to mama bez cienia skrępowania wyjęła gotówkę ze stanika :). zastanawiałam się, co zrobi jak dodanie bilon???otóż włożyła go również do stanika! byłam mega ciekawa jego konstrukcji!
Kolejna rzecz to moja wycieczka na sobotnie rowerowanie. Nie da się chyba tego opisać, bo zachwyt i zdziwienie i piękno były pomiędzy sekundami, które mijały. Jadąc rowerem fragmentami towarzyszyła mi muzyka Vivaldiego, Dżemu, czy Amelii granej na akordeonie. Wszystko grane przez ulicznych muzyków na deptakach raczej z pasji, niż palącej potrzeby zarobienia... tłumy ludzi w kawiarenkach żywo rozmawiających pewnie o wszystkim...Słońce. Pierwszy raz w krótkim rękawku. Kolejki po lody. Przypadkowo natknęłam się na występy motorowe. Rewelacja-pasja. To wszystko osnuło ten czas jakąś magią, dobrem. Wysunęło mnie troszkę poza granice tego, czego doświadczałam i pozwoliło wdychać to z zewnątrz.
Inna rzecz to telefon od jednej z moich podopiecznych. Aaa by wyjaśnić-pracuję w czymś na wzór przedszkola ogólnie mówiąc:) zadzwoniła, by powiedzieć,że jest chora i do przedszkola przyjdzie dopiero za tydzień i że bardzo jej przykro z tego powodu. Było to dla mnie szczególnie miłe, bo poczułam się doceniona. To niezwykła, że trzyletnia istotka chciała zadzwonić do Pani, by powiedzieć co się dzieje...
 skoro już powiedziałam, co robię to wrzucę zdjęcia dzieł moich artystów, bo ich samych raczej nie mogę....
Powiem na koniec o jednej z najpiękniejszych rzeczy, jakie są teraz za oknem.
idziesz, jedziesz rowerem, a co chwilę czujesz ogarniający cię zapach mirabelek...przecudne...a gdy jeszcze delikatnie kropi deszcz i czujesz ziemię...czy można mieć wątpliwości,że to wszystko jest dobre i jest w tym Dobro???
Ps. i podsłuchany kawałek życia:
(jedzie Mama z synem autobusem. Chłopiec max. 3lata)
Syn: Wiesz mam zagadkę, mam świetną zagadkę dla siebie. idę, idę z tatą po drodze i spotkałem żabę...rozjechaną żabę!!!i co Ty mi na to powiesz???
Mama: ...


środa, 11 kwietnia 2012

Scenka:
Wracam z pracy, głośno kłóci się grupa jakiś 12latków.
-Eeee weź nooo (z pamiętną pewnie intonacją:) )jak masz problem, to się kurdę nie odzywaj nie!
-Eeee weź nooo wszyscy mamy jakieś problemy, więc się odzywajmy!
Zachwycona byłam. Prawdziwe, trudne w życiu: rozmawiać, kiedy coś nie tak...

wtorek, 10 kwietnia 2012

początek

Bloga założyłam kilka dni temu, ale nie miałam pojęcia co napisać... myśl o założeniu go przyszła w Wielkim Poście. Nie chciałam pisać tu jakiś pobożności, ale niech będzie prawda. Są takie momenty w jak to się mówi "szarej codzienności", które umykają. Chciałabym je zatrzymywać, uczyć się dostrzegać bardziej...
Dziś poczułam się jak turystka. Choć piąty rok mieszam w Lublinie, dziś w sposób świeży zachwyciłam się stojąc pod trybunałem. Spadły na mnie jakieś turystyczne okulary i przez nie oglądałam stare miasto z myślą- "tak chcę o nim opowiadać kiedyś moim bliskim, jak stąd wyjadę." To dziwny czas, zatrzymany...może to, to Zmartwychwstanie... rzeczywistość jakby wisiała w powietrzu, wszyscy i wszystko poruszało się powoli, spokojnie tocząc rozmowy o wszystkim, rozmowy w których pewnie zmieniali świat na "ich" lepsze.
Dziwny jest ten czas. Teraz jedni chodzą jeszcze w płaszczach i ciepłych butach. Opatuleni w szaliki i rękawice. Inni w samych sweterkach i już wiosennych butach z okularami przeciwsłonecznymi na nosach. Jakaś młoda dziewczyna oparta o mur kamienicy sprzedaje ręcznie robione maskotki. Takie art... Ciekawi są Ci, którzy nie mogą się jeszcze zdecydować i mają wiosenne buty, delikatne spódnice, czy spodenki do kolan i zimowe kurtki... To też czas w którym wraz ze wschodzącym coraz wyżej słońcem rodzą się nowe pragnienia, tęsknoty marzenia. To wszystko co sprawia, że uczymy się latać. To też czas, kiedy wraz ze wschodzącym słońcem opromienione zostają stare pragnienia, marzenia, tęsknoty...okazuje się, że są zakurzone, umarłe... można je jeszcze chwilę wskrzeszać, ale tylko chwilę. Rzeczywiście palą nas one. Przedziwny czas kurtek zimowych i sweterków jednocześnie... Wszystko nowe...