Cichy dzień, wszyscy (prawie) pojechali do Rzymu. Jest tego pozytyw. Otóż wyciągnęłam dzieci na spacer i kiedy wreszcie przestały kaprysić zobaczyły, że na plaży leżą piękne muszle i zaczęły je zbierać. Dziewczynka, która robił z siebie gwiazdę przekonała się, że można porozmawiać z kimś innym, niż 1 przyjaciółką, a chłopiec który był cichy i skryty okazał się młodzieńcem z pasją i konkretnymi planami na przyszłość. Ostatni pozytyw-dostaliśmy dobre jedzenie, bo to co było do tej pory to masarnia...
Wczoraj byliśmy w Wenecji. Byłam tam kiedyś, kiedyś ze znajomymi. Kiedy teraz spacerowałam po tych uliczkach, wszystko do mnie wracało. Miejsca, zapachy, uczucia, konkretne obrazy, rozmowy. Niesamowite było, to z jaką siłą odczułam to wszystko. Bardzo realnie, nie za jakąś mgłą, odczuwałam tak samo mocno, tylko w poczuciu dużej tęsknoty. Pomyślałam, że tak może wygląda wieczność. To znaczy tak wygląda, jak ja czułam. Dziś i wczoraj nie miały między sobą różnicy. Były razem a jutro tak naprawdę nie istniało.Z drugiej strony, gdyby tak dodać tą tęsknotę to może tak czeka się na wieczność? Szkoda, że językiem nie można oddać, tego co by się naprawdę chciało.
wtorek, 24 lipca 2012
sobota, 21 lipca 2012
ospedale/hospitale
Kolejny dzień. (nie-) codziennie trudny. Po pierwsze nie wszystkie dzieci jadą na wycieczkę do Rzymu i na mnie padło, że zostaję z resztą...tak mi było przykro...jakie ma mieć to znaczenie? Czego ma mnie to nauczyć?
po drugie dostałam uczulenia...i to takiego, że szok. Byłam w punkcie przyjęć, ale było zamknięte. Jutro szpital. Dodatkowo pada deszcz i są burze. To nie takie miały być te Włochy...
smuteczek...też potrzebny...
po drugie dostałam uczulenia...i to takiego, że szok. Byłam w punkcie przyjęć, ale było zamknięte. Jutro szpital. Dodatkowo pada deszcz i są burze. To nie takie miały być te Włochy...
smuteczek...też potrzebny...
piątek, 20 lipca 2012
buon giorno/come stai
Kolejne kolonie, tym razem Rimini. Jest gorąco, jest tu pięknie. Dziś załapałam się na tym, jak kobiety łase są na komplementy... miło jest słyszeć na ulicy: "belissima", "Parigi", czy zauważać wodzące za sobą spojrzenia mężczyzn...eh..ale po co to? na co, dla czego, czy w imieęczego się stroić? pytanie otwarte.
Dziś na plaży kolejny raz zrozumiałam, że świat jest tak nieogarnięcie piękny, zachwycający, że jego stworzenie nie mogło być dziełem przypadku. Kocham morze. Kocham i koniec.
Dziś na plaży kolejny raz zrozumiałam, że świat jest tak nieogarnięcie piękny, zachwycający, że jego stworzenie nie mogło być dziełem przypadku. Kocham morze. Kocham i koniec.
Ostatnio przypomniała mi się pewna refleksja na temat ciem. Tak, tak na temat ciem. Obserwowałam je pewnej nocy i nie mogłam pojąć absurdalności tych stworzonek. Żyją nocą, w ciemności, nie za dnia, bo nie lubią światła. Dlaczego więc z ciemności w której żyją chcą się wydostać i lecą do zapalonych świateł?Absurdalne jest ich życie, a może nie? nie wiem. Myślę jednak, że na pewno są też tacy ludzie.
głupie góry, głupie nogi, głupie...
Otóż jestem z dziećmi na koloniach i dzieją się rzeczy przeróżne...dzieci rozbijają głowy, ktoś kradnie zasilacz od rutera i inne rzeczy, spadają z huśtawek, skręcają nogi, czy skaczą ze skarp, bo jak złamią nogi to "nie będą musiały chodzić po górach".
Trudne te kolonie, ale za to zadziwiają mnie pomysły dzieci... np. rzucają się na jedzenie, jak wygłodzone hieny...nie myją się, bo: "Proszę Pani, ja kiedyś wytrzymałem tak, że aż zacząłem czuć od siebie...", albo "Proszę Pani, jak kiedyś dałem radę 3tygodnie się nie myć..."Akcja z myciem była nawet taka,że wchodzili do łazienki odkręcali wodę, a po chwili wychylając się z łazienki słyszę hasło: "Co poszła już?",ale klops nie poszła i trzeba było się umyć...
A inne coś co mnie zachwyciło to tematy nad jakimi dzieci potrafią dyskutować...o nieskończoności.
Coś więcej. Idę sobie schodkami do góry i nagle czuję zapach-taki jaki był w kuchni, kiedy moja Babcia robiła ogórki...identyczny. Stałam i byłam przez chwilę tam...Jak zachować zapachy dzieciństwa?
Dziś również wydarzyło się coś ciekawego. Wraca do mnie taka myśl, że chciałabym być Królewną Śnieżką. Wzięło to się stąd,że jako dziecko czytałam taką wersję tej bajki, gdzie Śnieżka przyjaźniła się ze zwierzętami. Ptaszki i motylki siadały jej na ręce. Taka myśl przyszła też wczoraj. Dziś na wycieczce przyleciał do mnie motyl. usiadł na sznurówce, potem na rękę. Gdy go zdmuchnęłam wrócił i usiał mi na ramię, później znów na rękę. Kiedy tak natrętnie wracał to pomyślałam,że może to Duch Święty...może dewocja, ale zrobiło mi się ciepło. No i jak to dzieci powiedziały "Chyba Panią lubi". Ja Go też.
Kolonie się już skończyły...ufff...wszyscy żyją...
Trudne te kolonie, ale za to zadziwiają mnie pomysły dzieci... np. rzucają się na jedzenie, jak wygłodzone hieny...nie myją się, bo: "Proszę Pani, ja kiedyś wytrzymałem tak, że aż zacząłem czuć od siebie...", albo "Proszę Pani, jak kiedyś dałem radę 3tygodnie się nie myć..."Akcja z myciem była nawet taka,że wchodzili do łazienki odkręcali wodę, a po chwili wychylając się z łazienki słyszę hasło: "Co poszła już?",ale klops nie poszła i trzeba było się umyć...
A inne coś co mnie zachwyciło to tematy nad jakimi dzieci potrafią dyskutować...o nieskończoności.
Coś więcej. Idę sobie schodkami do góry i nagle czuję zapach-taki jaki był w kuchni, kiedy moja Babcia robiła ogórki...identyczny. Stałam i byłam przez chwilę tam...Jak zachować zapachy dzieciństwa?
Dziś również wydarzyło się coś ciekawego. Wraca do mnie taka myśl, że chciałabym być Królewną Śnieżką. Wzięło to się stąd,że jako dziecko czytałam taką wersję tej bajki, gdzie Śnieżka przyjaźniła się ze zwierzętami. Ptaszki i motylki siadały jej na ręce. Taka myśl przyszła też wczoraj. Dziś na wycieczce przyleciał do mnie motyl. usiadł na sznurówce, potem na rękę. Gdy go zdmuchnęłam wrócił i usiał mi na ramię, później znów na rękę. Kiedy tak natrętnie wracał to pomyślałam,że może to Duch Święty...może dewocja, ale zrobiło mi się ciepło. No i jak to dzieci powiedziały "Chyba Panią lubi". Ja Go też.
Kolonie się już skończyły...ufff...wszyscy żyją...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






