piątek, 15 czerwca 2012

monotonia

Od dobrych kilku dni pogoda jest nietypowa (by nie mówić obrzydliwa) dla pory roku jaką mamy. Nie wiem, jak to wpływa generalnie na innych, ale moje synapsy i  wszelkiego rodzaju receptory odbierające świat są delikatnie śnięte.
Z drugiej strony taka aura sprawia, że sięga się częściej po coś takiego jak np. książka, czy pędzel. Chyba mocno przyzwyczailiśmy się do tego, że sztuka, twórczość jest na wyciągnięcie ręki a jest to bardzo niezwykłe. Czytając jakiś reportaż ostatnio, pomyślałam o tym, jak bardzo książki rozwijają wyobraźnię, wyostrzają wzrok, chyba czynią człowieka szlachetniejszym...



Inna rzecz na, którą zwróciłam uwagę to smutek i pragnienia. Pomyślałam o tym, dzięki koleżance która jest w ciąży. To bardzo bliska mi osoba a ja jej jeszcze bardziej, przez co czuję jakbym trochę z nią chodziła w tej ciąży. Czytam, co dokładnie w jakim dniu, oglądam łóżeczka itp., a ona ekspresowo zdaje mi relacje z tego, co się dzieje: a to pierwsze kopnięcie, a to nowy zakup dla małego itd. Ona bardzo chciałaby wziąć ślub, lecz jej chłopak nie. W tym kontekście pomyślałam o smutku. Myślę, że to taki dobry twór, który jeśli podążamy za nim wskazuje na pustki w naszym sercu. Takie pustki, które póki co nie mają perspektyw na zapełnienie. Taki smutek jest dobry chyba, bo sprawia, że nasze pragnienia są jakby nagie...no i trochę bolą.
Może wzór smutku to: 99% pustki?

Na koniec coś z innej beczki-tej przedszkolnej. Jakoś ostatnio nie mam cierpliwości do tych maluchów, ale one chyba to podświadomie wyczuwają, bo ciut mniej rozrabiają i mają ostrą fazę na przytulanie. Szczytem było, kiedy podczas czytania jedno dziecko wzięło mnie pod rękę i się przytuliło. Wywołało to tulącą lawinę. Dzieci przytuliły się nawet do moich nóg. Niestety czytanie wówczas stało się dość trudne, dlatego malce powróciły na poduchy.Mimo ulewy za oknem uśmiechnęłam się na to bardzo szczerze (choć miałam pewne obawy, czy któreś z nich nie wpadnie na pomysł, by np. ugryźć mnie w nogę;) ).
Jeszcze tylko słowo o Euro. Troszkę dziwię się,że tak ten euronastrój mi się udzielił. Flaga Polski i godło wydają mi się piękniejsze a hymn brzmi wznioślej niż kiedykolwiek. Też wzrosła we mnie potrzeba wychowania patriotycznego, dlatego moje przedszkolaki uczą się hymnu, tego jak wygląda flaga i godło Polski. bardzo żałuje, że nie mogę umieścić tu filmiku z tego, jak śpiewają. Uwierzcie urocze. Za to kilka dialogów prosto z przedszkolnego dywanika.

-Dzieci zbudowały z klocków kwadrat, który imitował budę. Jedna z dziewczynek weszła do środka i udawała psa. Na to druga:
*Ej, czekaj, zbuduję Ci tu taką choinkę, byś mogła sikać...

-Jedno z dzieci chce dołączyć do zabawy. Na to bawiące się dziecko:
*Nie będę się z Tobą bawić!!! Więc proszę się stąd oddalić!!!

-Podczas budowy z klocków.
*Kochanie nie musisz tego robić. Naprawdę Kochanie nie musisz.
-Musi być grubsze (wieża)
*Mogę Ci Kochanie pomóc?
-Tak
*Dziękuję Kochanie, jesteś po prostu wspaniała!

-Dalej budowanie z kloców. Podchodzi do mnie 2,5 letni chłopiec z obślinionymi na potęgę klockami.
*Masz Maleńka. To dla Ciebie tort.

Ps. z (nie-)codzienności to jeszcze to, że za bardzo krótki czas się starzeję. Jakoś nigdy do urodzin nie pasowały mi fajerwerki. Ciekawe, czy jest jakiś prawidłowy sposób świętowania i co mieści się w widełkach normy, gdy chodzi o  reakcje i uczucia urodzinowe...
pss. pomyślałam, że jak do tzw. kupy złoży się te drobne (nie-)codzienności to może wyjdzie nam coś na wzór szczęścia?


piątek, 8 czerwca 2012

Euro

Dziś zaczęło się Euro. Pierwszy mecz z Grekami za nami z wynikiem 1:1. Nie całkiem tak miało być...
Chciałam jednak o czymś innym napisać. Bardzo pozytywne uczucia budzą we mnie wszelki objawy kibicowania naszej drużynie. Moim zdaniem to też wyraz patriotyzmu. Dobrze jest się nie wstydzić białego i czerwonego. Jak racją jest, że na pewno nie jest w naszej ojczyźnie idealnie, to czy gdzieś jest?
Mocno marszczyło mi się dziś czoło na negatywne zdania, opinie na temat polskiej drużyny a w dalszej kolejności Polski. Może warto pokusić się drodzy obywatele o trochę trudu w celu dostrzeżenia tego, co dobre i piękne w naszym kraju? Czy przechodzi tym osobom przez myśl, że to dzięki temu krajowi a nie jakiemuś tam są tacy a nie inni? Ja mam nadzieję wychować moje (przyszłe :) ) dzieci w miłości do Ojczyzny, a już na pewno w szacunku do niej i postaram się wychować je tak, by umiały obiektywnie oceniać i argumentować. Ot taki nerw na dekadentyzm, maruderstwo, które spotykamy na zbyt wielu rogach naszego życia...

czwartek, 7 czerwca 2012

płynie

Właściwie to nic się nie wydarzyło, co wstrząsnęło ziemią. Ani tą po której chodzę, ani ziemią mojego umysłu, czy serca. Każdy dzień płynie, niezauważalnie jeden przechodzi w drugi. Dziwie się, że tak je postrzegam ponieważ można powiedzieć, że sporo się jednak działo. Byłam u mojej przyjaciółki i poznałam znów kawałek Jej świata, Jej. Przestrzenie bardzo inne od moich. Obrazki, które przyszły mi na myśl odnośnie różnic między nami. Uczy mnie to wszystko kochać.


















Z tą podróżą na północ wiąże się dość śmieszna sytuacja.
Na Wschodniej miałam 4 minutki na przesiadkę. Wybiegam i szukam info o peronie z którego mam dalszy pociąg. Przeczytałam, że nr 4. Gonię, gonię i jak dotarłam to coś mi nie pasowało i pytam kolesia z pociągu: "przepraszam, czy to pociąg do Lublina?" odp. "nie z Lublina". No to z prędkością wiatru sprawdzam z którego jest do Lublina. Wreszcie dotarłam, pociąg do Lublina stał na torze. Jak się do niego pakowałam oświeciło mnie, że ja przecież z Lublina wyjechałam i jadę teraz do Gdańska...
Takie sytuacje bezpośrednio doświadczane są dość irytujące, ale ostatnio doszłam do wniosku, że są ważną częścią mnie i o dziwo uznaję ją za pozytywną.




Ok dość prywaty.
Ostatnio wróciła do mnie myśl o tym, czy zostawiać tu tylko pozytywne ślady. Dalej jestem za tym, lecz z małą modyfikacją. Zdążają się w otoczeniu sytuacje tragiczne, ale tak tragiczne, że aż śmieszne. Takie będę opisywać. Nie wiem, czy to jest zrozumiałe, ale może dzisiejszy debiut rozjaśni sprawę.
dziękuję autorowi i dostawcy foty:)
Jedna na koniec sprawa. Pomyślałam, że nasz stosunek do codzienności kształtują rodzące, pielęgnowane, czy umierające w nas pragnienia. Są troszkę czymś w nas niezależnie bytującym, ponieważ bez względu na naszą świadomości ich istnienia i tak działają, choć z różną mocą. Dlatego pomyślałam, że trzeba pomóc wzrastać wrażliwości umysłu, serca. Tak by były coraz zdolniejsze na ich dostrzeganie. Nie tylko pragnień, które odnoszą się do nas samych, ale też pragnień, które kierujemy w stronę drugiego człowieka. Wydaje mi się, ze dzięki trosce o własne pragnienia, pokochamy bardziej siebie. To spowoduje, że bardziej będziemy chcieli dobra dla drugiego człowieka. Będą się nam otwierać oczy, dzięki temu, że zapragniemy dobra dla niego. Tak bez powodu, albo raczej pomimo wielu powodów.
Z myśli tych wyłonił się pomysł natury praktycznej, by te pragnienia zwyczajnie zapisywać. Przeczytać może za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Samemu, a może z kimś i pomyśleć o nich w nowej już rzeczywistości.

Ps. przypomniała mi się jedna sytuacja, która wydała mi się niezwykła- była niezwykła. Uświadomiła mi to, jak bardzo kocham być w drodze...tam się czuje najlepiej...
Bardzo wczesnym rankiem wyruszałam pociągiem. Oczywiście zaspałam, więc wyruszyłam bez śniadania i jakiegoś ciepłego picia. Gdy dotarłam bardzooo chciało mi się herbaty (nie kawy?!). Zakupiłam największą w Mc'Donaldzie:). Była pyszna, powietrze rześkie i wszystko jakieś takie (nie-) codzienne. To właśnie ona pita na peronie wlała we mnie te wszystkie myśli...
Ps 2 Dziś na Eucharystii zwróciłam uwagę na dzieci, które goniły za księdzem, by wrzucić drobne  na tacę. Później wracały zawstydzone, ale z wyrazem tryumfu i dumy na twarzy. A jeśli jeszcze ksiądz pogłaskał je po głowie to już szczyt szczęścia. Chyba wszystkie oczy uśmiechały się na ten widok...