czwartek, 7 czerwca 2012

płynie

Właściwie to nic się nie wydarzyło, co wstrząsnęło ziemią. Ani tą po której chodzę, ani ziemią mojego umysłu, czy serca. Każdy dzień płynie, niezauważalnie jeden przechodzi w drugi. Dziwie się, że tak je postrzegam ponieważ można powiedzieć, że sporo się jednak działo. Byłam u mojej przyjaciółki i poznałam znów kawałek Jej świata, Jej. Przestrzenie bardzo inne od moich. Obrazki, które przyszły mi na myśl odnośnie różnic między nami. Uczy mnie to wszystko kochać.


















Z tą podróżą na północ wiąże się dość śmieszna sytuacja.
Na Wschodniej miałam 4 minutki na przesiadkę. Wybiegam i szukam info o peronie z którego mam dalszy pociąg. Przeczytałam, że nr 4. Gonię, gonię i jak dotarłam to coś mi nie pasowało i pytam kolesia z pociągu: "przepraszam, czy to pociąg do Lublina?" odp. "nie z Lublina". No to z prędkością wiatru sprawdzam z którego jest do Lublina. Wreszcie dotarłam, pociąg do Lublina stał na torze. Jak się do niego pakowałam oświeciło mnie, że ja przecież z Lublina wyjechałam i jadę teraz do Gdańska...
Takie sytuacje bezpośrednio doświadczane są dość irytujące, ale ostatnio doszłam do wniosku, że są ważną częścią mnie i o dziwo uznaję ją za pozytywną.




Ok dość prywaty.
Ostatnio wróciła do mnie myśl o tym, czy zostawiać tu tylko pozytywne ślady. Dalej jestem za tym, lecz z małą modyfikacją. Zdążają się w otoczeniu sytuacje tragiczne, ale tak tragiczne, że aż śmieszne. Takie będę opisywać. Nie wiem, czy to jest zrozumiałe, ale może dzisiejszy debiut rozjaśni sprawę.
dziękuję autorowi i dostawcy foty:)
Jedna na koniec sprawa. Pomyślałam, że nasz stosunek do codzienności kształtują rodzące, pielęgnowane, czy umierające w nas pragnienia. Są troszkę czymś w nas niezależnie bytującym, ponieważ bez względu na naszą świadomości ich istnienia i tak działają, choć z różną mocą. Dlatego pomyślałam, że trzeba pomóc wzrastać wrażliwości umysłu, serca. Tak by były coraz zdolniejsze na ich dostrzeganie. Nie tylko pragnień, które odnoszą się do nas samych, ale też pragnień, które kierujemy w stronę drugiego człowieka. Wydaje mi się, ze dzięki trosce o własne pragnienia, pokochamy bardziej siebie. To spowoduje, że bardziej będziemy chcieli dobra dla drugiego człowieka. Będą się nam otwierać oczy, dzięki temu, że zapragniemy dobra dla niego. Tak bez powodu, albo raczej pomimo wielu powodów.
Z myśli tych wyłonił się pomysł natury praktycznej, by te pragnienia zwyczajnie zapisywać. Przeczytać może za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Samemu, a może z kimś i pomyśleć o nich w nowej już rzeczywistości.

Ps. przypomniała mi się jedna sytuacja, która wydała mi się niezwykła- była niezwykła. Uświadomiła mi to, jak bardzo kocham być w drodze...tam się czuje najlepiej...
Bardzo wczesnym rankiem wyruszałam pociągiem. Oczywiście zaspałam, więc wyruszyłam bez śniadania i jakiegoś ciepłego picia. Gdy dotarłam bardzooo chciało mi się herbaty (nie kawy?!). Zakupiłam największą w Mc'Donaldzie:). Była pyszna, powietrze rześkie i wszystko jakieś takie (nie-) codzienne. To właśnie ona pita na peronie wlała we mnie te wszystkie myśli...
Ps 2 Dziś na Eucharystii zwróciłam uwagę na dzieci, które goniły za księdzem, by wrzucić drobne  na tacę. Później wracały zawstydzone, ale z wyrazem tryumfu i dumy na twarzy. A jeśli jeszcze ksiądz pogłaskał je po głowie to już szczyt szczęścia. Chyba wszystkie oczy uśmiechały się na ten widok...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz