Cichy dzień, wszyscy (prawie) pojechali do Rzymu. Jest tego pozytyw. Otóż wyciągnęłam dzieci na spacer i kiedy wreszcie przestały kaprysić zobaczyły, że na plaży leżą piękne muszle i zaczęły je zbierać. Dziewczynka, która robił z siebie gwiazdę przekonała się, że można porozmawiać z kimś innym, niż 1 przyjaciółką, a chłopiec który był cichy i skryty okazał się młodzieńcem z pasją i konkretnymi planami na przyszłość. Ostatni pozytyw-dostaliśmy dobre jedzenie, bo to co było do tej pory to masarnia...
Wczoraj byliśmy w Wenecji. Byłam tam kiedyś, kiedyś ze znajomymi. Kiedy teraz spacerowałam po tych uliczkach, wszystko do mnie wracało. Miejsca, zapachy, uczucia, konkretne obrazy, rozmowy. Niesamowite było, to z jaką siłą odczułam to wszystko. Bardzo realnie, nie za jakąś mgłą, odczuwałam tak samo mocno, tylko w poczuciu dużej tęsknoty. Pomyślałam, że tak może wygląda wieczność. To znaczy tak wygląda, jak ja czułam. Dziś i wczoraj nie miały między sobą różnicy. Były razem a jutro tak naprawdę nie istniało.Z drugiej strony, gdyby tak dodać tą tęsknotę to może tak czeka się na wieczność? Szkoda, że językiem nie można oddać, tego co by się naprawdę chciało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz