Otóż jestem z dziećmi na koloniach i dzieją się rzeczy przeróżne...dzieci rozbijają głowy, ktoś kradnie zasilacz od rutera i inne rzeczy, spadają z huśtawek, skręcają nogi, czy skaczą ze skarp, bo jak złamią nogi to "nie będą musiały chodzić po górach".
Trudne te kolonie, ale za to zadziwiają mnie pomysły dzieci... np. rzucają się na jedzenie, jak wygłodzone hieny...nie myją się, bo: "Proszę Pani, ja kiedyś wytrzymałem tak, że aż zacząłem czuć od siebie...", albo "Proszę Pani, jak kiedyś dałem radę 3tygodnie się nie myć..."Akcja z myciem była nawet taka,że wchodzili do łazienki odkręcali wodę, a po chwili wychylając się z łazienki słyszę hasło: "Co poszła już?",ale klops nie poszła i trzeba było się umyć...
A inne coś co mnie zachwyciło to tematy nad jakimi dzieci potrafią dyskutować...o nieskończoności.
Coś więcej. Idę sobie schodkami do góry i nagle czuję zapach-taki jaki był w kuchni, kiedy moja Babcia robiła ogórki...identyczny. Stałam i byłam przez chwilę tam...Jak zachować zapachy dzieciństwa?
Dziś również wydarzyło się coś ciekawego. Wraca do mnie taka myśl, że chciałabym być Królewną Śnieżką. Wzięło to się stąd,że jako dziecko czytałam taką wersję tej bajki, gdzie Śnieżka przyjaźniła się ze zwierzętami. Ptaszki i motylki siadały jej na ręce. Taka myśl przyszła też wczoraj. Dziś na wycieczce przyleciał do mnie motyl. usiadł na sznurówce, potem na rękę. Gdy go zdmuchnęłam wrócił i usiał mi na ramię, później znów na rękę. Kiedy tak natrętnie wracał to pomyślałam,że może to Duch Święty...może dewocja, ale zrobiło mi się ciepło. No i jak to dzieci powiedziały "Chyba Panią lubi". Ja Go też.
Kolonie się już skończyły...ufff...wszyscy żyją...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz